"Okrzyki te trwały minut kilka, bez różnicy płci i wieku powtarzały je wszystkie usta. I znowu zaledwie artysta zdołał wymówić pierwsze wyrazy roli, powstawały silniej i pomnażały się co chwila. Rzecz niepamiętna u nas, że w środku aktu, natychmiast po zejściu pana Żólłkowkiego ze sceny, wszystkich głosy jednomyślnie wywołały odzyskanego drogiego nam artystę. Tak w ciągu sztuki i po jej ukończeniu pan Żółkowski był dziesięćkroć wywoływany w gronie oklaskówi okrzyków radości. Przyjęcie tak wielkie jednego artysty uczymiło dzień ten uroczystym dla wszystkich. Pan Żólkowski umie te względy szacować i w każdej chwili dowodzi, że dla swych ziomków żyje i żyć uważa za jedyny obowiązek. Jak publiczność oklaskami, tak Zarząd Teatru czynną pomocą utrzymuje ten talent rzadki, mogący być chlubą każdej sceny." ("Pamiętnik Sceny Warszawskiej" 1840)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz