"Dano dnia 26 po raz 40-ty czarodziejską melodramę Gałganduch, farsę, która na 10-tym przedstawieniu niewiele już liczyla widzów. Jakeśmy się spodziewali – tłok był nadzwyczajny. Kilka scen początkowych przeszło w gwarze i nieuwadze, na to wszystko co, co teatr przedstawiał. W oczach publiczności malowała się najwyższa niespokojnosć, niecierpliwosć i wesołość. Ozwała się returnella walczyka zwiastującego wejście Żółkowskiego, a zewsząd, jakby jedną siłą podjęty, uderzył grzmot oklasków.Wrzawa tak nagła i silna wstrzymała pierwszy krok artysty. Wzruszony tym dowodem przywiązania i radości nie miał mocy dalej postąpić. Krzyk ogłuszający, nie ustawał, owszem, za każdym krokiem zbliżał się do widzów zdawal się podwajać i nie mieć końca. Bladość pokryła lica artysty, a po chwili rozrzewnienie wycisneło łzy prawdziwej, największej może w życiu jego radości [...}".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz